III. "Zabacuł"
To zrobił z pewnością Zabacuł...
- To zrobił z pewnością Zabacuł!
- Z tym Zabacułem wytrzymać już trudno!
- Powiedzcie Zabacułowi, że klasa to nie stajnia.
- Hej, Zabacuł! Zabacuł! może byś przyjść tu racuł!
Od razu poznaje się, że "Zabacuł" nie jest nazwiskiem. Nikt nazywać się tak nie może. I w istocie, nazwisko chłopca, na którego tak wołają, brzmi zupełnie inaczej, choć również niezwyczajnie: Księżopolczyk.
Profesor Luceński, nauczyciel języka francuskiego, wielki wykpisz, z upodobaniem przekręcający cudze nazwiska, odczytując listę uczniów mianuje tego "knota" coraz inaczej: Księży palczyk, Księży kolczyk, Książę Opolczyk, Konstantynopolczyk...
Klasa, choć każde z tych przekręceń śmiechem głośnym przyjmuje, żadnego nie raczyła adoptować. Klasa ochrzciła "knota" samodzielnie, dając mu przezwisko: Zabacuł.
Rozumie się, że to przezwisko nie powstało przypadkowo, że posiada swój właściwy rodowód.
Księżopolczyk jest synem ubogiego szlachcica zagrodowego. na pół chłopa. Jego ojciec wzbudził raz podziw wszystkich uczniów, przybywszy na dziedziniec szkolny podczas pauzy. Miał na sobie prostą włościańską sukmanę, ale do jednej z pół tej sukmany była przyszyta maleńka, blaszana szabelka - świadectwo otrzymanej niegdyś od któregoś z królów polskich nobilitacji.