VI. Artyści klasowi

Deszcz ze śniegiem, błoto, wiatr...
Deszcz ze śniegiem, błoto, wiatr...

Nawet na wielką pauzę nikt z klasy nie wychodzi. Jeden tylko odważył się wybiec na dziedziniec szukając Judkowej z obwarzankami - okazało się przecie, że i jej nawet nie ma na stanowisku.

W klasie mniej hałasu, niżby kto myślał. Wprawdzie kilku chybionych akrobatów skacze przez ławki i usiłuje chodzić na rękach, jeden gra na grzebieniu, dwóch rzuca w siebie papierowymi strzałami - większość jednak zachowuje się spokojnie i przyzwoicie.

Podzielili się na małe gromadki; każda gromadka w poważnym milczeniu przypatruje się czemuś czy komuś.

W pierwszej z brzegu gromadce uwagę kolegów skupia na sobie studencik gładko uczesany, z miłą, rumianą, nadzwyczaj spokojną i prawdziwie wypogodzoną twarzą - wypisujący w kajecie ozdobnymi literami tytuł: "Zagadnienie VI-te".

Jest to Welinowicz, pierwszy w klasie kaligraf, o którym Łypaczewski, nauczyciel kaligrafii, wyrzekł:

- Welinowicza czeka wielka przyszłość. Jeśli nauczy się w dużym "B" dolny brzuszek czynić wypuklejszym od górnego, może z czasem zajść tam, dokąd ja zaszedłem!

Marzeniem jest kolegów Welinowicza posiadać kajety z "wysztychowanymi" przez niego tytułami. Proszą go o to jak o łaskę największą. Gdyby chciał swój talent sprzedawać, mógłby zjadać codziennie po tuzinie bułek z zimną pieczenia, po garncu jabłek, gruszek lub śliwek.

  WQVQBKM WQJXQVM WQZZJXM WJQXBGM WQPVJBM