VIII. Dawid i Goliat

Nadzwyczajną uciechę miała raz szkoła...
Nadzwyczajną uciechę miała raz szkoła: Kucharzewski przyniósł Wrońskiego - w tece.

Kucharzewski - to olbrzym klasowy, z szeroką piersią, grubym karkiem, ciężki i niezgrabny, lecz wyjątkowo mocny. Wroński - istne kurczątko.

Nie tylko klasa, lecz i szkoła cała podziwia siłę Kucharzewskiego. Niczym dla tego chłopca wziąć w zęby ciężki stolik stojący na katedrze i obnosić go po klasie, nie podtrzymując rękoma. Niczym posadzić na fotelu profesorskim czterech kolegów i zarzuciwszy sobie ten "ładunek" na plecy, swobodnie z nim chodzić. Niczym nawet: gruby, szkolny pogrzebacz żelazny zgiąć i wyprostować...

Tego dnia olbrzym, idąc do szkoły, spotkał wątłego koleżkę, który po niedawnej chorobie ledwie nożyny wlókł za sobą. Niewiele myśląc wypróżnił swą kolosalną tekę, książki i kajety po kieszeniach pochował i chwyciwszy półżartem malca, wsadził go do teki, przykazując, żeby rękami trzymał go za szyję.

Słaby i trochę lękliwy chłopiec spełnił rozkaz - i przyniesiony został w ten sposób do szkoły wśród wrzasku kolegów i gawiedzi ulicznej.

- Goliat i Dawid... parole! - osądził profesor Luceński, gdy się o tym zdarzeniu dowiedział.

- Niech no jednak - dodał, do tabakiereczki swej sięgając - ten Goliat strzeże się, żeby mu Dawidek głowy nie uciął bo teraz "Dawidkom" dowierzać nie można - parole!

  WQYYYXM WQZZQQM WQJXJGM WQPKPJM WJQKJVM