Dochodzi do tego, że Kucharzewski względem wątłego koleżki zaczyna stawać się nieśmiałym - już nie tylko nie nazywa go Wroną, lecz nawet z trudnością niejaką mówi mu: "ty"...
Szacunek opiera się w tym razie na przyjaźni i wdzięczności. Wszakże to tylko dzięki Wrońskiemu Kucharzewski, dla którego dawniej osobliwością była trójka z minusem - składa teraz wszystkie egzaminy na stopień dobry, bardzo dobry i celujący.
Niebawem cud wypełnia się do końca. Na popisie publicznym, gromadzącym sam "kwiat" miejscowego towarzystwa, inspektor wywołuje Kucharzewskiego, żeby mu wręczyć - list pochwalny.
Olbrzym jest niemal przerażony swym szczęściem. Nieoczekiwany zaszczyt wzrusza go i przygnębia. Idąc po nagrodę, jest tak zgięty i skurczony, że wydaje się prawie małym.
Gdy Wroński i Kucharzewski razem powracają do domu, pierwszy dźwigając czerwoną, wyzłacaną książkę, drugi zwinięty w trąbkę list pochwalny, każdy od pierwszego spojrzenia poznaje, że to przyjaciele. Ale mały Pilades ma tu widoczną wyższość nad wielkim Orestesem - naturalnie wyższość moralną tylko, gdyż pod względem wzrostu daleko mu do niego.
Pochylający się, uniżony, szacunkiem dla młodszego kolegi przejęty olbrzym wygląda jak słoń prowadzony przez kornaka.