ROZDZIAŁ XVIII.

POWRÓT DO OJCZYZNY

Dzień i noc jadąc sankami stanąłem w Moskwie. Na ostatniej stacji spytawszy się zwoszczyka do jakich oni domów zawożą pierwszych pasażerów, zainformował mnie, że dwa domy są najpierwsze w Moskwie: jeden hotel Stambulski, drugi Francuski. Kazałem mu prosto jechać do Francuskiego. Wszedłszy na kurytarze apartamentów, wpadłem w oczy samejże gospodyni, więcej dla moich ubiorów jakie miałem na sobie. Prosiłem jej o pokój jeden, który mi natychmiast wyznaczyła, ciepły i bardzo porządny, powiadając, że to kosztować będzie ze stołem, pora jedna, rubli pięć asygnacyjnych. Nie zostawało u mnie całego zapasu nad piętnaście rubli asygnacyjnych, myślałem zawsze, że w takim wielkim mieście znajdę kogoś co mi pożyczy.

Gospodyni wzięła ode mnie paszport i wypytywała się o mojej historii, co też w krótkości opowiedziałem. Nazajutrz odwiedziła mnie znowu z ostrzeżeniem, abym się chronił wszelkiej konwersacji z kimkolwiek, co by do mnie przyszedł a szczególniej, abym się wystrzegał Polaków, co niezmiernie duszę moją przeraziło.

Kiedym widział tak poczciwą Francuzkę, zwierzyłem się, że jestem bez zapasu żadnego pieniędzy: odpowiada mi na to; że dopóki zabawię nic mnie kosztować nie będzie, i daje mi sto rubli asygnacyjnych. Dziękuję jej uprzejmie, a chcąc wiedzieć o dobroczyńcy i komu mam być wdzięcznym pytam o jej imię, lecz odpowiedziała, że tego wiedzieć nie mogę.

  WJVPJKM WQPVKYM WJJXYJM WQVQQQM WQGBZKM