Pani Boska płakała ciągle w czasie czytania listu, a Zosia wtórowała jej wznosząc swoje modre oczka ku niebu.
Tymczasem, nim pan Michał skończył, wbiegła Basia, już przybrana w szatki niewieście, i widząc łzy w oczach kobiet, poczęła troskliwie dopytywać, o co chodzi. Więc pan Michał przeczytał raz jeszcze list hetmański, ona zaś, wysłuchawszy go uważnie, z zapałem natychmiast poparła hetmańskie i pani Boskiej prośby.
-Złote serce pana hetmana! - zawołała ściskając męża - ale i my nie okażem gorszego, Michałku! Pani Boska zabawi tu u nas do czasu powrotu męża, a ty onego we trzy miesiące z Krymu sprowadzisz. We trzy albo we dwa, co, prawda?
-Albo jutro, albo za godzinę! - odrzekł przekomarzając się pan Michał.
Tu zwrócił się do pani Boskiej:
-Prędka, jak waćpani widzisz, u mojej żony rezolucja.
-Niechże ją za to Bóg błogosławi! - powtórzyła pani Boska. -Zosiu, ucałuj ręce pani komendantowej.
Ale pani komendantowa wcale nie myślała dawać rąk do całowania, natomiast uściskały się z Zosią raz jeszcze, bo jakoś od razu przypadły sobie do serca.