Po czym Basia zwróciła się do męża, do pana Zagłoby i innych oficerów.
-Do rady, mości panowie! Do rady, do rady, a żywo!
-Żywo, bo głowa gore! - mruknął pan Zagłoba.
A Basia potrząsnęła płową czupryną:
-Nie mnie głowa, ale tym paniom serca z żalu gorą!
-Nikt się twojej poczciwej intencji nie przeciwi - rzekł Wołodyjowski - trzeba tylko naprzód szczegółowie relacji pani Boskiej wysłuchać.
-Zosiu, powiadaj wszystko, jak było, bo ja od łez nie mogę - rzekła matrona.
Zosia spuściła oczy w ziemię, zakrywszy je całkiem powiekami, po czym zarumieniła się jak wiśnia, nie wiedząc, od czego począć, i zawstydzona bardzo, że jej w tak licznym gronie przychodzi głos zabrać.
Lecz pani Wołodyjowska przyszła jej z pomocą.
-Zośka, a kiedy pana Boskiego w jasyr wzięto?
-Pięć lat temu, w sześćdziesiątym siódmym - odrzekła cienkim głosikiem Zosia nie podnosząc swych długich rzęs z oczu.
I następnie zaczęła już jednym tchem recytować:
-Nie było wtedy słuchu o zagonach, a chorągiew tatusiowa stała pod Paniowcami. Tatuś z panem Bułajowskim mieli nadzór nad czeladzią, co w łąkach stad pilnowała, a tymczasem przyszli Tatarzy z wołoskiego szlaku i ogarnęli tatusia razem z panem Bułajowskim, ale pan Bułajowski już dwa lata temu powrócił, a tatuś nie powrócił.

  WJVYVZM WQPPGJM WJZZXXM WQKJXBM WQGKJQM