-Patrzcie, waćpanowie - mówiła dalej Basia - co to się stało! Kto by się był tego spodziewał? Szczęście, że się jeszcze tak skończyło!
-Bóg czuwał nad niewinnością - ozwał się znów chór przeze drzwi.
-A pan Zagłoba nieraz mnie wyśmiewał, że to do szabli mam więcej ochoty niż do kądzieli. Dobrze! Siła by mi pomogła kądziel albo igła! A przecieżem się wcale po kawalersku spisała, nieprawdaż?
-Że i anioł by się lepiej nie spisał!
Dalszą rozmowę przerwał pan Zagłoba zamknięciem drzwi do alkierza, bo się obawiał zbytniego zmęczenia dla Basi. Lecz ona poczęła na niego prychać jak kotka, bo miała ochotę do dalszej gawędki, a zwłaszcza do słuchania dalszych pochwał swego męstwa i dzielności. Teraz, gdy niebezpieczeństwo przeszło i stało się tylko wspomnieniem, była bardzo dumna ze swego postępku z Azją i wymagała koniecznie pochwał. Niejednokrotnie też zwracała się do małego rycerza i dotykając palcem jego piersi mówiła z miną rozpieszczonego dziecka:
-Chwalić za męstwo!
A on, posłuszny, chwalił, a on pieścił, całował po oczach i po rękach, aż pan Zagłoba, lubo sam rozczulał się nad nią w duszy niepomiernie, udając zgorszenie poczynał mruczeć: