-Na uciechę, na uciechę! - wtrącił pan Zagłoba.
-Jakże to się stało? - pytał Ketling.
Mały rycerz i pan Zagłoba poczęli na wyprzodki opowiadać, a Ketling słuchał, oczy i ręce do góry wznosił i Basine męstwo podziwiał.
Nagadawszy się do syta, jął mały rycerz wypytywać Ketlinga, co się z nim działo, a ów szczegółowie zdawał sprawę. Po ślubie mieszkali na pograniczu Kurlandii. Było im ze sobą tak dobrze, że i w niebie nie mogło być lepiej. Ketling biorąc Krzysię wiedział doskonale, że "nadziemską istotę" bierze, i tego zdania dotychczas nie zmienił.
Panu Zagłobie i Wołodyjowskiemu przypomniał się po tym wyrażeniu dawny Ketling, zawsze wyrażający się dwornie a górno - i poczęli go na nowo ściskać, a gdy już tymi uściskami nasycili swą przyjaźń dostatecznie, stary szlachcic spytał:
-Zali tej nadziemskiej istocie nie przytrafił się jakowyś ziemski casus, który nogami wierzga i palcem w gębie zębów szuka?
-Bóg nam dał syna! - odrzekł Ketling - a teraz znowu...
-Zauważyłem - przerwał Zagłoba. -A tu u nas wszystko po staremu!

  WQBGVZM WJVQZJM WJXJPYM WQXJBZM WQJXVBM