-O zdrajcy! Myślałem, że Ketling na śmierć usieczon!
-Jak to, Michale? - zawołał Zagłoba. -To gniewasz się o to, że Ketling zdrów? To żałujesz mu zdrowia, a śmierci życzysz? Także to skamieniało ci serce, że rad byś wszystkich na marach widzieć: i Ketlinga, i pana Orlika, i pana Ruszczyca, i tych młodzików, ba! nawet Skrzetuskiego i mnie, i mnie, który cię jak syna miłuję!
Tu Zagłoba oczy zatknął i wołał jeszcze żałośniej:
-Nic nam po życiu mości panowie, bo nie masz wdzięczności na tym świecie, jeno zatwardziałość sama!
-Dla Boga! - odpowiedział Wołodyjowski - zła wam nie życzę, aleście mojego smutku nie umieli uszanować.
-Życia nam żałuje! - powtarzał Zagłoba.
-Dajże waść spokój!
-Powiada, że smutku jego nie chcemy szanować, a jakież to zdroje wyleliśmy nad jego nieszczęściem, mości panowie! Prawda! Boga biorę na świadka, że twój smutek radzi byśmy na szablach roznieść, bo tak zawsze przyjaciele czynić powinni. Ale że dałeś parol, iż przez miesiąc z nami zostaniesz, to przynajmniej przez ten miesiąc kochaj nas jeszcze, Michale!

  WQYZYVM WQZYXKM WQJBJQM WJQQZJM WJQPQVM