Nowowiejski zrazu nic nie odrzekł, patrzył tylko na pana Zagłobę; nagle obłąkanie zaświtało mu w oczach, podniósł się i począł iść ku staremu szlachcicowi, jakby się chciał na niego rzucić.
-Czy waćpan wierzysz - rzekł - że ja temu człeku nie uczyniłem nigdy zła i żem mu był zawsze życzliwy?
-Wierzę, wierzę! - odrzekł pospiesznie pan Zagłoba cofając się roztropnie za małego rycerza. -Sam bym poszedł z tobą, ale mnie pedogra po nogach kąsa.
-Nowowiejski! - rzekł mały rycerz - kiedy chcesz ruszyć?
-Dziś na noc.
-Dam ci stu ludzi dragonów. Sam tu z drugim stem prócz piechoty ostanę. Choć na majdan!
I wyszli żeby wydać rozkazy.
Przy progu czekał wyprostowany jak struna Zydor Luśnia. Już wieść o ekspedycji rozeszła się po majdanie, więc wachmistrz w swoim i swojej kompanii imieniu zaczął prosić małego pułkownika, by mu z Nowowiejskim iść pozwolił:
-Także to? chcesz ode mnie odejść? - pytał zdziwiony Wołodyjowski.
-Panie komendancie, my temu takiemu synowi ślubowali. A może przyjdzie na nasze ręce!
-Prawda jest! Mówił mi o tym pan Zagłoba - odrzekł mały rycerz.

  WQGBJJM WQQVQGM WQZZGGM WJKJXYM WJVBPYM