-A to przecie był tu już jeden ich cesarz, Osman. Było to, pamiętam jak dziś, w roku 1621. Przyjeżdża, jucha, owo właśnie z tamtej strony Smotrycza, od Chocimia; wybałuszył ślepie, otworzył gębę, patrzy, patrzy - i wreszcie pyta: "A tę twierdzę (powiada) kto tak obwarował?" "Pan Bóg!" - odpowie wezyr. "To niechże ją Pan Bóg zdobywa, bo ja nie głupi!" I zaraz się wrócił.
-Ba, prędko nawet wracali! - wtrącił pan Muszalski.
-Wracali prędko - odrzekł pan Zagłoba - bośmy ich kopiami w słabiznę ekscytowali, a mnie potem rycerstwo na rękach przed pana Lubomirskiego przyniosło.
-Toś waćpan był pod Chocimiem? - spytał łucznik niezrównany. -Wierzyć mi się nie chce, jak pomyślę, gdzieś waćpan nie był i czegoś nie dokazał!
Pan Zagłoba uraził się nieco i odrzekł:
-Nie tylkom był, alem i ranę-m otrzymał, którą waćpanu ad oculos, jeśliś tak ciekaw, zaraz sprezentować mogę, ale na stronie, bo wobec pani Wołodyjowskiej chlubić mi się nie wypada.
Słynny łucznik wnet poznał, iż z niego zadrwiono, że jednak nie czuł się na siłach iść o lepszą z dowcipem pana Zagłoby, więc nie dopytywał więcej i zwrócił rozmowę.