-Waćpanny wiedzą, kto on,, ale on nie wie, kto waćpanny; uczyńcie choć i po ciemku znajomość. Nawet nam w piecu dotąd nie zapalono... To jest panna Krystyna Drohojowska, a ówta, panna Barbara Jeziorkowska. Mąż mój jest opiekunem ich i ich majętności, a one z nami mieszkają, bo sieroty. Samotnie zaś mieszkać tak młodym nie wypada.
Przez czas, gdy stolnikowa mówiła, Wołodyjowski skłonił się żołnierskim obyczajem; panny chwyciwszy palcami za suknie dygnęły obie, przy tym panna Jeziorkowska rzuciła głową jak młody źrebak.
-Siadajmy i jedźmy! - rzekł. -Mieszka ze mną pan Zagłoba, którego prosiłem, aby wieczerzę przygotować kazał.
-Ten sławny pan Zagłoba? - spytała nagle panna Jeziorkowska.
-Baśka, cicho! - rzekła pani stolnikowa. -Boję się tylko, czy kłopotu nie będzie.
-Już jak tam pan Zagłoba o wieczerzy myśli - odparł mały rycerz - to starczy, choćby nas dwa razy tyle przyjechało. Każcie waćpanny łuby wynosić. Wziąłem też i wózek pod rzeczy, a karabon Ketlingowy tak obszerny, że we czworo wygodnie się pomieścić możemy. Ot, co mi przychodzi do głowy: jeśli pachołkowie nie pijacy, niech tu do jutra z końmi i wielkimi rzeczami zostają, a my weźmiem jeno co najpotrzebniejsze.

  WQXVVXM WQGPKBM WQVYBKM WJXPPPM WJVJZXM