-To, co waćpaństwo mówicie, to prawda - rzekł - jak człek z daleka i słyszy ludzkie gadania: "Kamieniec nie opatrzon, Kamieniec upadnie" - to i strach bierze, a jak Kamieniec zobaczy, dalibóg, otucha wstępuje...
-I jeszcze Michał będzie w Kamieńcu! - zawołała Basia.
-I pan Sobieski może sukurs przysłać!
-Chwała Bogu! nie tak źle z nami! nie tak źle! ha! gorzej bywało, a nie daliśmy się!
-Choćby też i najgorzej było, rzecz w tym, żeby fantazji nie tracić! Nie zjedli nas i nie zjedzą, póki duch żywie! - zakończył pan Zagłoba.
Pod wpływem tych radosnych myśli zamilkli, lecz to milczenie w bolesny zostało przerwany sposób. Oto nagle do kolaski Basinej przysunął się z koniem pan Nowowiejski. Twarz jego, tak zwykle straszna i posępna, była teraz uśmiechnięta i pogodna. Zapatrzone oczy utkwił w skąpanym w blaskach słonecznych Kamieńcu i uśmiechał się ciągle.
Dwaj rycerze i Basia patrzyli na niego ze zdziwieniem, bo nie mogli zrozumieć, jakim sposobem widok twierdzy zdjął tak nagle wszelki ciężar z jego duszy, ów zaś rzekł:
-Pochwalone imię Pańskie! Siła było zmartwienia, ale ot, i radość gotowa!