Posłano zaraz po medyka, tego samego, któren Basię w Chreptiowie leczył, a któren ciężką chorobę mózgu zapowiedział i o życiu słabą nadzieję dawał. Do późnego wieczora Basia, pan Muszalski i pan Zagłoba rozmawiali o tym zdarzeniu, rozmyślając nad nieszczęsnym losem rycerza.
-Medyk powiada mi - rzekł Zagłoba - że jeśli wyżyje, to po skutecznych krwie upustach rozum mu się nie pomiesza i potem lżejszym sercem będzie nieszczęście znosił.
-Nie masz już dla niego pociechy! - odrzekła Basia.
-Częstokroć lepiej by dla człowieka było, żeby pamięci nie posiadał - zauważył pan Muszalski - ale animalia nawet od tego nie są wolne.
Lecz staruszek zgromił za tę uwagę sławnego łucznika.
-Gdybyś waćpan pamięci nie posiadał, tedybyś do spowiedzi chodzić nie mógł - rzekł - a wówczas byłbyś lutrom równy i godzien ognia piekielnego. Waćpana już i ksiądz Kamiński przestrzegał w bluźnieniu, ale: mów wilkowi pacierz, a wilk woli kozią macierz!
-Co ja za wilk! - rzekł sławny łucznik - ot, Azja to był wilk!
-A czy ja tego nie mówiłem? - spytał Zagłoba. -Kto pierwszy powiedział: to wilk?