-Nowowiejski nie mówił - rzekła Basia - że po dniach i po nocach słyszy, jako Ewka i Zosia wołają do niego: "ratuj" - a tu jak ratować? Musiało się na chorobie skończyć, bo nikt by takiej boleści nie wytrzymał. Śmierć by ich przeżył - hańby nie mógł.
-Leży teraz jak kawał drewna, o bożym świecie nic nie wie - rzekł Muszalski - a szkoda, bo harcownik z niego przedni!
Dalszą rozmowę przerwał pachołek, który przyszedł z doniesieniem, że w mieście znów gwar okrutny, bo się ludzie zbiegają patrzyć na pana jenerała podolskiego, który dopiero co wjechał z dworem dość zacnym i kilkudziesięciu piechoty.
-Komenda do niego należy - rzekł Zagłoba. -Cnotliwie to ze strony pana Mikołaja Potockiego, że woli tu być niż gdzie indziej, ale po staremu, wolałbym, żeby go tu nie było. Ha! przeciwny był hetmanowi i on! w wojnę nie wierzył, a teraz kto wie, czy nie przyjdzie mu głowy nałożyć!
-Może i inni panowie Potoccy za nim ściągną - rzekł pan Muszalski.
-To już widać Turcy niedaleko! - odpowiedział pan Zagłoba. -W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Bogdaj pan jenerał był drugim Jeremim, a Kamieniec drugim Zbarażem.