-Choćby to miasto było i dziesięć razy większe, niż jest - rzekł wreszcie - jeszcze byście waćpanny najcenniejszy jego mogły stanowić ornament.
-A waćpan skąd wiesz, kiedy ciemno? - spytała nagle panna Jeziorkowska.
"Ot! koza!" - pomyślał pan Wołodyjowski.
Ale nie odrzekł nic i przez jakiś czas jechali w milczeniu; wtem znów panna Jeziorkowska zwróciła się do małego rycerza:
-Nie wiesz waćpan, czy tam w stajniach dość miejsca, bo to my mamy dziesięć koni i dwa podjezdki?
-Choćby i trzydzieści; znajdzie się gdzie pomieścić.
A panna na to:
-Fiu! fiu!
-Baśka! - rzekła tonem perswazji pani stolnikowa.
-Aha! dobrze! Baśka! Baśka! A na czyjej głowie były konie przez całą drogę?
W ten sposób rozmawiając zajechali przed dom Ketlingowy.
Wszystkie okna jasno były oświecone na przyjęcie pani stolnikowej. Wybiegła służba z panem Zagłobą na czele, który przyskoczywszy do wasągu i ujrzawszy trzy niewiasty spytał zaraz:
-W którejże z pań mam zaszczyt powitać osobliwą moją dobrodziejkę, a zarazem siostrę mego najlepszego przyjaciela, Michała?

  WQYBZYM WQZJXKM WQJVJKM WQPGPXM WJQXXYM