-Daliśmy im pro memoria! Bóg łaskaw, że od tak znacznej wiktorii wojnę tę rozpoczynamy!
Lecz doświadczony Wołodyjowski innego był zdania.
-Mała to jest wiktoria, nie znaczna - odrzekł. -Dobre i to dla podniesienia ducha w ludziach nieobytych i w mieszczaństwie, ale innego skutku mieć nie będzie.
-Zali waszmość myślisz, że w poganach fantazja nie skruszeje?
-W poganach fantazja nie skruszeje - rzekł Wołodyjowski.
Tak rozmawiając dojechali do miasta, gdzie łyczkowie oddali im owych dwóch żywcem pochwyconych janczarów, którzy przed szablą pana Wołodyjowskiego chcieli się w słonecznikach schronić.
Jeden był postrzelon nieco, drugi zdrów zupełnie i pełen okrutnej fantazji. Stanąwszy na zamku kazał go mały rycerz panu Makowieckiemu badać, sam bowiem, chociaż rozumiał dobrze język turecki, jednak nim biegle nie mówił. Wypytywał więc pan Makowiecki, czy sułtan jest już własną osobą w Chocimiu oraz jak prędko do Kamieńca zamyśla?
Turczyn zeznawał jasno, lecz hardo.
-Padyszach jest własną osobą - mówił. -W obozie gadali, że jutro Halil i Murad baszowie mają się przeprawić na drugą stronę, mehentysów ze sobą wziąwszy, którzy wnet rowy rżnąć poczną. Jutro lub pojutrze przyjdzie na was czas zatracenia.

  WJZKZQM WJJZXYM WQBPQJM WQYKGZM WQVJZGM