-Jeśli się waszmościom podoba - odrzekł Wołodyjowski - można mu będzie pięty przypalić. Mam ja wachmistrza, który Azję Tuhaj-bejowicza oprawiał i który w tych rzeczach jest exquisitissimus, ale, moim zdaniem janczar prawdę we wszystkim mówi; przeprawa wnet się rozpocznie, której przeszkodzić nie zdołamy, ba! choćby nas było sto razy więcej! Przeto nie pozostaje nam nic innego, jak się zabierać i do Kamieńca z gotową wieścią jechać.
-Tak mi dobrze pod Żwańcem poszło, że rad bym się w zameczku zawrzeć - rzekł pan podkomorzy - byłem miał pewność, że mi waszmość od czasu do czasu na pomoc z Kamieńca wyskoczysz. Niechby potem było, co ma być!
-Mają dwieście dział - odrzekł Wołodyjowski - a gdy dwie ciężkie armaty przeprawią, zamek ów dnia jednego nie wytrzyma. Sam chciałem się w nim zawrzeć, ale teraz, gdym go opatrzył, widzę, że to na nic.
Inni przyłączyli się do zdania małego rycerza. Pan Lanckoroński upierał się jeszcze czas jakiś dla fantazji, że w Żwańcu zostanie, ale zbyt był doświadczonym żołnierzem, aby nie przyznać słuszności Wołodyjowskiemu. Wreszcie rozmysły jego przeciął pan Wasilkowski, który przybywszy z pola, wpadł spiesznie do zamku.