-Jako żywo! jeno się nie zmierzysz, bo cię nie wezmę!...
-Żeby choć jednego w życiu! Wiesz, Michałku, jak ty idziesz za mury, to ja nawet nie jestem niespokojna. Ja wiem, że ciebie nikt nie dosięże...
-Albo to nie mogą mnie ustrzelić?
-Cicho bądź, albo to nie ma Pana Boga? Usiec się nie dasz, to grunt!
-Jednemu ni dwom się nie dam.
-Ni trzem, Michałku, ni czterem!
-Ni czterem tysiącom! - rzekł przedrzeźniając Zagłoba. -Żebyś wiedział, Michale, co ona wyrabia w czasie opowiadania pana podkomorzego! Myślałem, że ze śmiechu się rozpuknę. Jak mi Bóg miły! Nosem to tak ci fyrkała jak koza, a patrzyła w twarz każdej babie po kolei, czy należycie się delektuję. W końcu jużem się zląkł, że kozły zacznie machać, któren widok nie byłby zbyt polityczny.
Mały rycerz przeciągnął się trochę po jedzeniu, bo był znacznie utrudzon, nagle przygarnął żonę do się i rzekł:
-Moja kwatera na zamku już gotowa, ale tak się nie chce wracać!... Baśka, chyba że już tu ostanę?...
-Jak wolisz, Michałku! - odpowiedziała spuszczając oczy Basia.
-Ha! - zawołał Zagłoba - już mię za grzyba, nie za męża tu uważają, bo mi ksieni pozwala mieszkać ostrożnie. No, ale zapłacze ona na to, moja w tym głowa! Uważaliście, jak pani Chocimirska na mnie mruga?... Wdówka jest... dobrze!... nic więcej nie powiem!
-Dalibóg, że chyba ostanę! - rzekł mały rycerz.
Na to Basia:
-Byłeś się wywczasował dobrze!
-Czemu się nie ma wywczasować? - pytał Zagłoba.
-Bo będziem gadali, gadali, gadali!
A pan Zagłoba począł szukać czapki, aby też pójść na spoczynek, wreszcie znalazłszy ją, nałożył na głowę i odrzekł:
-Nie będziecie gadali, gadali, gadali!
I wyszedł.