Nastała chwila milczenia i jenerał pochylił znów stroskaną głowę.
-A jeśli nam i ze starego zamku przyjdzie ustąpić? Gdzie ustąpimy? - pytał złamanym głosem.
Na to wyprostował się mały rycerz, ruszył wąsikami i ukazał palcem na ziemię.
-Ja jeno tam! - rzekł.
W tej chwili działa zaryczały na nowo i całe stada granatów poczęły lecieć na zamek, ale że już mrok był na świecie, więc było je widać doskonale. Pan Wołodyjowski, pożegnawszy się z generałem, poszedł wzdłuż murów i przechodząc od jednej baterii do drugiej, wszędy zachęcał, rady dawał, wreszcie spotkawszy się z Ketlingiem rzekł:
-A co?
Ów uśmiechnął się słodko.
-Widno od granatów jak w dzień - rzekł ściskając rękę małego rycerza - nie żałują nam ognia!
-Działo im znaczne pękło. Tyś wysadził?
-Ja.
-Spać mi się chce okrutnie.
-I mnie, ale nie czas.
-Ba - rzekł Wołodyjowski - i żoniska muszą być niespokojne; na tę myśl sen odbiega.
-Modlą się za nas - rzekł Ketling wznosząc oczy ku lecącym granatom.
-Dajże Bóg zdrowie mojej i twojej!
-Między ziemiankami - począł Ketling - nie ma...

  WJXYVKM WJJPPVM WJQZXVM WQGJGBM WQKKQBM