-Chciałabym tam być, dalipan!
-Baśka! - zawołała tłuściuchna pani Makowiecka wybitnym rusińskim akcentem - toż tu między polityczny naród przyjechałaś, odzwyczajże się od swoich "dalipan"! Tego tylko, Boże wielki, braknie, żebyś zakrzyknęła: "Niech mnie kule biją!"
Panienka rozśmiała się świeżym i dźwięcznym jak srebro śmiechem i nagle uderzyła się rękami po kolanach.
-No! to niech mnie kule biją, ciotula!
-O Boże! uszy więdną! Przeproś całe towarzystwo! - wołała pani stolnikowa.
Wówczas Baśka, chcąc zacząć od pani stolnikowej przeprosiny, zerwała się z miejsca, ale zarazem zrzuciła pod stół nóż i łyżkę, więc następnie sama nurknęła za nimi.
Okrągluchna pani stolnikowa nie mogła dłużej śmiechu powstrzymać, a miała dziwny śmiech, bo naprzód zaczynała się trząść i podrygiwać, a potem piszczeć cienko. Rozweselili się wszyscy. Zagłoba był zachwycony.
-Patrzcie państwo, co ja mam z tą dziewczyną! - powtarzała trzęsąc się stolnikowa.
-Czyste delicje, jak mnie Bóg miły! - mówił Zagłoba.
Tymczasem panna Basia wylazła spod stołu, łyżkę i nóż znalazła, ale zgubiła siatkę z głowy; czupryna całkiem jej spadła na oczy. Wyprostowawszy się poruszyła nozdrzami i rzekła:

  WQPQZJM WJXBJGM WJKKQKM WQGZVPM WQVVBXM