Ketling z Wołodyjowskim, wziąwszy się po ukończeniu roboty przy wyłomie pod ręce, obchodzili majdan i mury, wychylali się przez blanki, by spoglądać na dziedzińce nowego zamku, i radowali się żniwem obfitym.
-Trup tam leży przy trupie! - rzekł ukazując na gruzy mały rycerz - a przy wyłomie stosy takie, że choć drabinę przystawiaj. Ketling! twoich to armat robota!...
-Najlepsze to - odrzekł rycerz - iżeśmy tak ów wyłom założyli, że Turcy znów mają dostęp zamknięty i muszą nową minę podkładać. Potęga ich jako morze nieprzebrana, ale takie oblężenie za jaki miesiąc, dwa, musi się im uprzykrzyć.
-Przez ten czas pan hetman nadąży. Wreszcie, co bądź się stanie, myśmy przysięgą związani - rzekł mały rycerz.
W tej chwili spojrzeli sobie w oczy, po czym Wołodyjowski pytał ciszej:
-A uczyniłeś, com ci powiedział?
-Wszystko przygotowane - odszepnął Ketling - ale myślę, że do tego nie przyjdzie, bo naprawdę możemy się tu jeszcze trzymać bardzo długo i mieć wiele dni takich jak dzisiejszy.
-Daj, Boże, takie jutro!
-Amen! - odrzekł Ketling wznosząc ku niebu oczy.