-Pan Muszalski poległ. Widziałem, jak padł, ja też padłem koło niego, alem się podniósł, on zaś ostał...
Rycerze bardzo się zmartwili usłyszawszy o śmierci łucznika, był to bowiem jeden z pierwszych kawalerów w wojskach Rzeczypospolitej. Wypytywano jeszcze dragona, jak się to stało, lecz ów odpowiadać nie mógł, gdyż krew ciurkiem z niego uchodziła, a wreszcie zwalił się jak snop na ziemię.
Rycerze zaś biadać poczęli z żalu po panu Muszalskim.
-Zostanie pamięć jego w wojsku - mówił pan Kwasibrocki - a kto to oblężenie przeżyje, ten imię jego będzie wysławiał.
-Nie narodzi się już taki drugi łucznik! - rzekł jakiś głos.
-Był to mąż najsilniejszy w ręku w całym Chreptiowie - ozwał się mały rycerz. -Talara on, palcem przycisnąwszy, w świeżą deskę całkiem wpychał. Jeden tylko pan Podbipięta, Litwin, siłą go przenosił, ale ów pod Zbarażem zabit, a z żywych chybaby pan Nowowiejski na rękę mu wytrzymał.
-Wielka, wielka strata - mówili inni. -Tylko dawniej rodzili się tacy kawalerowie.
Tak uczciwszy pamięć łucznika poszli na wał. Wołodyjowski wnet pchnął gońca z wiadomością do pana generała i księdza biskupa, że miny popsowane, a górnicy przez wycieczkę pobici.

  WJZBYQM WJQVXVM WQBJPPM WQBJGKM WQVBZBM