-Jeszcze parę szturmów - mówił mały rycerz - a jak Bóg na niebie, Turcy się zniechęcą i głodem będą nas chcieli zniewolić. A owóż zapasów jest dość. September ci to przy tym za pasem: za dwa miesiące poczną się słoty i zimna, niezbyt to wytrzymałe wojska; niech raz dobrze przemarzną, to i odejdą.
-Wielu z nich z krain etiopskich pochodzi - odrzekł Ketling - albo z różnych takich, w których pieprz rośnie, i tych lada zamróz zwarzy. Dwa miesiące w najgorszym razie, nawet przy szturmach wytrzymamy. Niepodobna też przypuścić, aby żadna odsiecz nie przybyła. Ocknie się wreszcie Rzeczpospolita, choćby zaś nawet pan hetman wielkiej potęgi nie zebrał, podjazdami będzie Turków nękał.
-Ketling! tak mi się widzi, że nie wybiła jeszcze nasza godzina.
-W mocy to bożej, ale i mnie się tak widzi, że do tego nie przyjdzie.
-Chybaby któren poległ, jak pan Muszalski! Ano! trudna rada! Szkoda mi okrutnie pana Muszalskiego, choć kawalerską poległ śmiercią!
-Nie daj nam Boże gorszej, byle nie zaraz, bo powiem ci, Michał, iż żal by mi było... Krzysi.

  WQBVQQM WJKPXXM WJXJYXM WQXZZZM WQJKGZM