-Dla Boga! waćpan to uczynił? waćpan wielką armatę zagwoździł? - pytano ze wszystkich stron.
-Uczyniłem i to, i drugie, bo jak tak gładko poszło, znowu żal było odchodzić i poszedłem do drugiego działa. Boli trochę ręka, ale gwoździe wlazły!
-Mości panowie! - zawołał Wołodyjowski - nikt tu większej rzeczy nie dokazał, nikt się taką sławą nie okrył! Vivat pan Muszalski!
-Vivat! vivat! - powtórzyli oficerowie.
Za oficerami poczęli krzyczeć żołnierze. Usłyszeli w szańcach te okrzyki Turcy i zlękli się - i tym bardziej im serca ubyło; łucznik zaś kłaniał się, pełen radości, oficerom i pokazując swą potężną do łopaty podobną dłoń, na której widać było dwie sine plamy, mówił:
-Dalibóg, prawda! Macie, waćpanowie, świadectwo!
-Wierzym! - wołali wszyscy. -Chwalić Boga, żeś nam szczęśliwie wrócił!
-Przemknąłem się przez belkowanie - odparł łucznik. -Chciało się owe roboty podpalić, ale nie było czym.
-Wiesz co, Michał - zawołał Ketling - moje szmaty gotowe. Zacznę ja o tym belkowaniu myśleć. Niech wiedzą, że pierwsi zaczepiamy.