-Może na dłużej. Dziś przy nas wiktoria!
-I przez nas.
-O tej nowej minie musim pomyśleć.
Ogień turecki osłabł jeszcze bardziej.
-Bijmy dalej z dział! - zawołał Wołodyjowski.
I skoczył między kanonierów.
-Ognia, chłopcy! - krzyknął - póki ostatnie działo tureckie grać nie ustanie! Na chwałę Bogu i Przenajświętszej Pannie! na chwałę Rzeczypospolitej! Ognia!
Żołnierze zaś widząc, że i ten szturm ma się już ku końcowi, ozwali się gromkim, radosnym okrzykiem i z tym większym zapałem poczęli walić ku szańcom tureckim.
-"Kindię" wam wieczorną, psubraty, zagramy, "kindię" - wołały liczne głosy.
Nagle stało się coś dziwnego. Oto wszystkie działa tureckie zamilkły od razu, jakby kto nożem uciął. Zamilkł również grzechot janczarek w nowym zamku. Stary zamek grzmiał jeszcze czas jakiś, lecz w końcu poczęli oficerowie spoglądać po sobie i pytać się wzajemnie:
-Co to jest? co się stało?
Ketling, zaniepokojony nieco, powstrzymał również strzelaninę.
Jeden z oficerów ozwał się wówczas głośno:
-Chyba mina jest pod nami, którą zaraz podpalą!...