Wołodyjowski spojrzał ze zdziwieniem na Ketlinga:
-Czyby od oblężenia już odstąpili czy co? Przez dymy nic nie można dojrzeć!
Lecz dymy, zwiewane powiewem, rzedły i wreszcie opona ich przerwała się nad miastem.
W tej samej chwili jakiś głos okropny i przerażony począł krzyczeć z baszty:
-Nad bramami białe chorągwie! Poddajem się!
Usłyszawszy to żołnierze, oficerowie zwrócili się ku miastu. Straszliwe zdumienie odbiło się na twarzach, słowa zamarły wszystkim na ustach i przez smugi dymu patrzyli ku miastu.
A w mieście, na bramie Ruskiej i Lackiej, powiewały istotnie białe chorągwie, dalej widać było jeszcze jedną na baszcie Batorego.
Wówczas twarz małego rycerza stała się tak białą jak te chorągwie kolebiące się na wietrze.
-Ketling, widzisz? - szepnął zwracając się do przyjaciela.
Ketlingowi także twarz pobladła.
-Widzę - rzekł.
I czas jakiś patrzyli sobie w oczy mówiąc nimi wszystko, co mogli powiedzieć tacy dwaj żołnierze bez plamy i bojaźni, którzy nigdy w życiu nie złamali słowa, a którzy przed ołtarzem przysięgli wpierw zginąć, niżby mieli zamek poddać. I oto teraz, po takiej obronie, po takiej walce, która zbaraskie dzieje przypominała, po odbitym szturmie i po zwycięstwie, kazano im złamać przysięgę, wydać zamek i żyć!

  WQKQYZM WQVZVYM WQYVPXM WQBYYBM WJJJJKM