-A Kamieniec i Podole?
Komisarze pospuszczali głowy:
-Na sułtana... po wieki wieków!...
Po czym komisarze odeszli nie ku mostowi, bo tam już tłumy ludu zawaliły drogę, ale w bok, przez południową bramę. Zeszedłszy na dół, siedli w czółno, którym aż do Lackiej bramy mieli dojechać. W nizinie leżącej między opokami wzdłuż rzeki zaczęli się już pokazywać janczarowie. Z miasta napływały coraz większe fale ludu i zajęły plac naprzeciw starego mostu. Wielu chciało biec na zamek, lecz wychodzące regimenta powstrzymały ich z rozkazu małego rycerza.
Ów sprawiwszy wojsko przywołał pana Muszalskiego i rzekł mu:
-Stary przyjacielu, oddajże mi jedną przysługę: idź zaraz do żony mojej i powiedz jej ode mnie...
Tu głos uwiązł na chwilę w gardle małemu rycerzowi.
-I powiedz jej ode mnie: Nic to! - dodał prędko.
Łucznik odszedł. Za nim wychodziło po woli wojsko. Wołodyjowski siadł na konia i czuwał nad wymarszem. Zamek opróżniał się, ale marudnie, z przyczyny zawadzającego gruzu i złamów.
Ketling zbliżył się do małego rycerza.
-Schodzę! - rzekł zaciskając zęby.

  WJJBVXM WJXGJZM WJVXYZM WQJQQYM WQZYGYM