-Synowie im pomarli...
-Każda radość krucha w tym świecie...
-A z czterech córek najmłodsza, Anna, poszła za Jeziorkowskiego, herbu Rawicz, komisarza do rozgraniczenia Podola, któren był potem, jeśli się nie mylę, i miecznikiem podolskim.
-Był, pamiętam! - rzekł z całą pewnością Zagłoba.
-Z tego małżeństwa, widzisz waćpan, rodzi się Basia.
-Widzę i to przy tym, że się w tej chwili z Ketlingowego szturmaka przymierza.
Jakoż Drohojowska i mały rycerz zajęci byli rozmową, a panna Basia mierzyła sobie dla rozrywki ze szturmaka ku oknu.
Pani Makowiecka poczęła się na ten widok trząść i piszczeć.
-Waćpan sobie nie wyimaginujesz, co ja mam z tą dziewczyną! Czysty hajdamaka!
-Żeby wszyscy hajdamakowie byli tacy, zaraz bym do nich przystał!
-Jej nic w głowie, jeno oręż a konie, a wojna! Raz wyrwała się z domu na polowanie na kaczki, z guldynką. Zalazło to gdzieś między trzciny, aż tu patrzy: trzciny się rozsuwają i co widzi?... Głowę Tatarzyna, który trzcinami pod wieś się przekradał... Inna byłaby się przestraszyła, a ta biedna kiedy nie gruchnie z guldynki. Tatarzyn chlup w wodę! Na miejscu, imainuj sobie waćpan, go położyła... i czym?... kaczym śrutem...