-Mogłoby się i tak skończyć, kiedy bym tylko zechciał!...
-A to jakim sposobem?
-Bo takiemu szermierzykowi łatwie bym szabelkę z rąk wytrącić zdołał.
-Zobaczymy!
-Nie zobaczymy, bo tego przez politykę nie uczynię.
-Nie trzeba tu żadnej polityki. Uczyń to waść, jeśli zdołasz. Wiem, że mniej umiem od waćpana, ale tego przecie sobie nie dam uczynić!
-Więc waćpanna pozwalasz?
-Pozwalam!
-Dajże spokój, hajduczku najsłodszy - rzekł Zagłoba. -On to z największymi mistrzami czynił.
-Zobaczymy! - powtórzyła Basia.
-Zaczynajmy! - rzekł Wołodyjowski, nieco zniecierpliwiony przechwałkami dziewczyny.
Zaczęli.
Basia przycięła okrutnie, skacząc przy tym jak konik polny.
Wołodyjowski zaś stał w miejscu, czyniąc, wedle swego zwyczaju, malusieńkie ruchy szablą i nie bardzo nawet zważając na atak.
-A waćpan to się ode mnie jak od uprzykrzonej muchy oganiasz! - zawołała podrażniona Basia.
-Jaż się z waćpanną nie próbuję, jeno ją uczę! - odparł mały rycerz. -Dobrze tak! Jak na białogłowę, wcale nieźle! Spokojniej z dłonią!
-Jak na białogłowę? Masz waćpan za białogłowę! masz! masz!

  WJJQGVM WJVBGBM WJZXVZM WQKZJVM WQYGZYM