Lekkie rumieńce przeleciały przez smagławą twarz Krzysi.
-Tom, widzę, branka w jasyr wzięta! - rzekła.
-Kto by taki jasyr wziął, sułtanowi nie miałby czego zazdrościć, któren i sułtan pół państwa swojego chętnie by za taką oddał.
-Aleby mnie waćpan przecie poganom nie sprzedał!
Tu pomiarkował pan Michał, że chwilowy zapał zbyt daleko go unosi, i poprawił:
-Jakobym i siostry nie sprzedał!
A Drohojowska odrzekła poważnie:
-Toś waćpan utrafił. Siostrą afektem jestem dla pani stolnikowej, będę i waćpanową.
-Dziękuję z serca - rzekł pan Michał całując jej rękę - bo mi okrutnie pociechy potrzeba.
-Wiem, wiem! - powtórzyła panienka - jam też sierota!
Tu mała łezka stoczyła się jej z powieki i osiadła na owym puszku nad ustami.
A Wołodyjowski patrzył na łezkę, na usta lekko ocienione, wreszcie rzekł:
-Takaś waćpanna dobra jako właśnie anioł! Już mi ulżyło!
Krzysia uśmiechnęła się słodko.
-Daj Boże waćpanu!
-Jak mi Bóg miły!
Czuł przy tym mały rycerz, że gdyby powtórnie pocałował ją w rękę, to by mu jeszcze bardziej ulżyło. Ale w tej chwili weszła pani Makowiecka.

  WQZYJGM WQYZVYM WQKVBJM WJZYVKM WJVKYQM