Tu pan Sobieski sam zapłonął, podniósł do góry głowę podobną do głowy rzymskiego cezara i wyciągnąwszy ręce zawołał:
-Panie! Nie pisz na naszych murach Mane, Tekel, Fares! i pozwól mi moją ojczyznę odrodzić!
Nastała chwila milczenia.
Mały rycerz siedział z głową spuszczoną i czuł, że go drżenie chwyta w całym ciele.
Hetman chodził czas jakiś szybkimi krokami po izbie, następnie zatrzymał się przed małym rycerzem.
-Przykładów trzeba - rzekł - przykładów co dzień, które by w oczy biły. Wołodyjowski! jam ciebie w pierwszym rzędzie do bractwa zaliczył. Zali chcesz do niego należeć?...
Mały rycerz wstał i objął hetmańskie kolana.
-Ot! - rzekł wzruszonym głosem - ot! usłyszawszy, że mam znów jechać, pomyślałem, że mi się krzywda dzieje i że mi się wczas dla mojej boleści należy, a teraz widzę, żem zgrzeszył... i... i kajam się takowej myśli, i mówić nie mogę, bo mi wstyd...
Hetman przycisnął go w milczeniu do serca.
-Garść nas jest - rzekł - ale inni pójdą za przykładem.
-Kiedy mam jechać? - pytał mały rycerz. -Mógłbym i do Krymu samego, bom już tam bywał.