Najstarsza z panien podniosła głowę i, wysłuchawszy całego zdania z uwagą, rzekła przerzucając kartki :
- Coś tu zauważyłam... L'Amour et Psyché... Antoine Canova . Czy to nie to?
- A może i Psyche. Tylko że waham się, czy wam to pokazać - dodała ciszej.
- W Paryżu! Jesteśmy teraz w Paryżu! Musimy umoczyć wargi w pucharze rozpusty... - szepnęła brunetka do starej damy w sekrecie przed młodszymi towarzyszkami.
- A co mię tam ty obchodzisz! Ty sobie oczy wypatruj na wszelkie Amory malowane i rzeźbione, ale te oto...
- Babcia myśli, że my rozumiemy cokolwiek...- rzekła z przepyszną miną najmłodsza. - Nie wiem tylko, po co tyle czasu tracić na oglądanie tych rozmaitych korytarzy z obrazami, kiedy na ulicach jest tak bosko, taki Paryż!
- Ależ, Wando... - jęknęła brunetka
- No, pani to rozumie, a ja zupełnie nic! Co w tym jest ciekawego? Wszelkie te muzea i zbiory zawsze mają w sobie coś z trupiarni, tylko że są jeszcze nudniejsze. Na przykład... Cluny . Jakieś doły, pieczary, kawałki odrapanych murów, cegły, nogi, ręce, gnaty. . .
- Cóż ty mówisz?