- Tak, bywa i to. Nieraz budzę się rano, to jest, podnoszę się rano przepędziwszy noc bezsenną i jestem tak upadająca...
- Proszę pani, apetyt?
- Ale któż by na to wszystko zwracał uwagę, panie konsyliarzu, któż by przykładał swoje cierpienia do tego, co znosi nieszczęśliwa ludzkość.
„Patrzajcież... - myślał Judym - a to co znowu?”
- Zapewne pan konsyliarz słyszał... - zaczęła dama poprawiając się na krześle i przyciskając do piersi swoją torebkę - o naszym stowarzyszeniu, którego celem jest nawracanie dziewcząt, pojmuje pan konsyliarz, złego prowadzenia się. Tu dama spuściła oczy i zaczęła patrzeć w kąt gabinetu.
- Nic a nic nie słyszałem... - rzekł Judym.
- Otóż... celem naszego stowarzyszenia jest - po pierwsze...
I jazda! Minęło pół godziny, trzy kwadranse, godzina... Dama bez przerwy mówiła o celach stowarzyszenia. Na początku drugiej godziny zaczęła mówić o środkach, a właściwie o braku środków.
Gdy upłynęło mniej więcej sześć kwadransów od chwili zacięcia tej dyskusji, nastąpiła wreszcie prośba o wsparcie zasiłkiem stowarzyszenia, które itd.

  WQGQQJM WQXQBBM WQJXZBM WJVQVPM WJXZPPM