- Czy ta pani nie podróżowała w roku zaprzeszłym, czy nie była we Francji?
- Była, a jakże, z wnuczkami.
- Z dwiema wnuczkami i nauczycielką?
- Tak, z panną Podborską. Skądże wiesz o tym, kochany panie?
- Ależ bo je spotkałem... Jeździłem z nimi do Wersalu.
Staremu dyrektorowi oczy się zaświeciły.
- Widzisz, kochany panie, to ładnie się składa. Nasza dziedziczka będzie zadowolona, gdy w nowym asystencie pozna towarzysza wycieczki. Co się tyczy cesarskiej strony Cisów, to ta przedstawia się, jak następuje.
Tu dr Węglichowski rozwinął przed Judymem historię tej instytucji: pierwsze lata istnienia, rozkwit, później prawie zupełny upadek, bliskość ruiny całego przedsięwzięcia, zmiany różnych zarządów, a wreszcie swój w całej sprawie współudział. Na odchodnym wydobył z bocznej kieszeni surduta sprawozdanie roczne na ozdobnym welinie, z widokami, mapą, tablicą i wręczył je Judymowi.
- To wszystko, co mogę powiedzieć na razie. Rozważ to, panie kochany, rozpatrz się. Kiedyż mógłbyś mi dać decyzję ostateczną?
- Dam ją, dam ją... jutro.

  WJQPYVM WJZYXKM WJKKPKM WQJPJYM WQXGYYM