W tej chwili rzekł jak gdyby do siebie:
- Ach, tyle czasy... Tak, tak... Ksiądz proboszcz ma rację, inny kurort... Może być, że pojadę.
- Kiedy? - zapłata znowu panna Natalia.
Po tym słowie niewinnym panna Joanna drgnęła i wstała ze swego miejsca.
- Jedźmy już! - rzekła do towarzyszek - babunia będzie niespokojna.
Panna Natalia udała, że nie słyszy tych wyrazów, tylko źrenice jej zaszkliły się białym blaskiem okrutnego gniewu jak żywe srebro. Panna Wanda, która przerzucała ułożone z całego roku numery jakiejś ilustracji, podniosła głowę i zapytała:
- Więc jedziemy?
Nikt nie odpowiadał. Ksiądz siedział przy osobnym stoliku i bębnił weń palcami. Oczy jego patrzały w przestrzeń, a wargi były odęte. Taki wyraz twarzy nie zdradzał wcale zadowolenia z wizyty pana Karbowskiego ani z toku rozmowy. Ale panna Natalia i Karbowski tego nie widzieli. Było rzeczą jasną, że
chodziło im o wyzyskanie tych sekund per fas et nefas , o napatrzenie się sobie wzajem w oczy, o przypomnienie w uśmiechach i dźwięku. słów obojętnych, mórz bezdennych tęsknoty. Słowa płynące z ust młodego człowieka panna Natalia witała dziwnymi, pełnymi boskiego wdzięku ruchami warg i nozdrzy, jakby czuła zapach każdego wyrazu i na każdym niby na róży przysłanej składała pocałunek.

  WQYKJVM WQJPKZM WQXYGGM WJZGZPM WJKKVXM