- W Wersalu byłem dwa razy tym właśnie tramwajem, który wydał mi się bardzo dogodny. Idzie wprawdzie wolno, pewnie dwa razy wolniej niż wagon kolejowy, ale za to daje możność obserwowania okolicy i Sekwany.
- A więc jedziemy tramwajem! - zawyrokowała panna Wanda.
- O którejże godzinie wychodzi stąd ten c z u p i r a k?
- Nie pamiętam, proszę pani, ale to tak łatwo się dowiedzieć. Stacja główna mieści się tuż obok Luwru. Jeżeli panie pozwolą...
- O! czyliż śmiałybyśmy pana trudzić...
- Ale dowie się pan, co to szkodzi, moja babciu.
Pan tutejszy, paryżanin... - deklamowała panna Wanda odrobinę parodiując ton mowy Judyma.
Tomasz kłaniając się odszedł i zadowolony, jakby mu się przytrafiło coś niesłychanie pomyślnego, biegł pędem ku stacji tramwajowej na Quai du Louvre. W mgnieniu oka wyszukał konduktora, wbił sobie w głowę wszystkie godziny oraz minuty i wracał prostując się co chwila i poprawiając krawat... Kiedy zawiadamiał te panie o terminie odjazdu i udzielał im wskazówek, jak się kierować w Wersalu, panna Wanda wypaliła:

  WQYGZBM WQZBZVM WQJYJYM WQPBVBM WJJQYQM