- Idylla, proszę pana, idylla, czyli Arkadia. Krzywda bliźniego... Dobre sobie! A cóż to jest krzywda? Gdzież jej granica?
- Granica krzywdy leży w sumieniu, w sercu ludzkim.
- No, proszę pana, czyż to nie są żarty?
- Nie. To jest myśl najbardziej twórcza ze wszystkich. Na niej świat stoi. Niech no pan pomyśli, co by z nim było, gdyby wymazać te słowa: „Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeśli się wzajem miłować będziecie” . Miłość między ludzi należy siać jak złote zboże, a kąkol nienawiści trzeba wyrywać i deptać nogami. Czcij człowieka... - oto nauka.
- Szybkość postępu ludzkiego zależy od rozwalenia czynników, które w poprzek jego łożysk się kładą.
Dyrektor nachylił się do Judyma i półgłosem szepnął:
- Wyznam panu, że wcale nie wiem, o co ci panowie sprzeczają się między sobą z taką zajadłością.
Korzecki, rozmawiając w dalszym ciągu ze swym antagonistą, zwrócił się raptem w tę stronę i rzekł:
- W istocie.. de lanu caprina .
- Jakże zimno... - szepnęła piękna panienka, z trwogą spoglądając w okno.
- Boi się pani trochę - pytał Korzecki. - Prawda, boi się pani?
- Ależ gdzież tam... Tylko tak raptownie się oziębiło. I ta ciemność...
- Aha, ta ciemność... - Po chwili mówił: - Jakże biednym jest ten, kto teraz iść musi nieznaną, straszną drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten „pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu...”
Ziarna gradu zmięszanego z deszczem zaczęły ciąć szyby. Rozmowa przycichła.
Judym wstał ze swego miejsca i patrzał w okno. Pośród ulewy i mroku buchał kiedy niekiedy płomień wielkich pieców.
Doktor był nieswój. Myślał o narzeczonej. Ulegał złudzeniu, że gdy się skońezy ta burza, gdy zblednie ciemność, to jakaś wieść, jakieś echo, jakiś wyraz da się słyszeć... Ciche westchnienie niby-pociechy wyrwało się z jego piersi. Pisał już list i podał adres. Któż wie, może jaki traf dziwny stamtąd, z tych miejsc ukochanych, przyniesie słowo... Może i ona w tej chwili patrzy się w burzę, może te same uczucia jak prędkie błyskawice oświetlają żałobne mroki...