Obok samych drzwi stał posłaniec. Był plecami wsparty o ścianę.
Miał na głowie czapkę z daszkiem, na sobie obszerne letnie palto, grube buty. Był przemoczony do suchej nitki. Struga wody lała się z niego i dokoła nóg tworzyła kałużę.
Przypatrując się z uwagą, Judym spostrzegł, że ten człowiek drży na całym ciele. Głowa jego zwisła na piersi i była charakterystycznie bezwładna, jak u ludzi z przemoczoną koszulą.
Inżynier rozmawiał z nim półgłosem, który ginął w szumie wiatru.
„To nie do mnie...” - pomyślał Judym i serce jego ścisnęło się od bezbrzeżnego żalu.
Korzecki wziął w rękę pakunek przyniesiony przez mokrego drapichrusta i szedł w górę po schodach. Gdy na ich szczycie ujrzał Judyma, żachnął się i ostrym
głosem krzyknął:
- Co tu robicie?
- Myślałem, że to może do mnie z poczty..
- Nie, nie... Co znowu! To ten głupiec, przemytnik.
- Przemytnik?
- Tak. Dowiedział się od kogoś, że tu jestem... Widzicie, jakie to nerwy! Nie myślałem, że was tu zastanę, i od razu... Piękny głosik ze siebie wydobyłem, ani słowa... Samemu głupio go usłyszeć, a cóż dopiero mówić o delikatnych bliźnich.
- Przepraszam was, bo to ja niepotrzebnie...
- Ale gdzież tam! Przemytnik... - mówił szeptem. - W Katowicach dwa tygodnie temu zostawiłem paczkę kortu na ubranie. Kupiłem ten kort w Krakowie. Bardzo lubię taki gatunek. Może i wy weźmiecie dla siebie. Nie chciało mi się płacić... Szepnąłem temu frantowi, żeby mi to przyniósł którego dnia. Dziś miał chwilę pomyślną, więc mię aż tu wygrzebał.
- Ten człowiek się rozchoruje. Widziałem, jak drży.
- Tak sądzicie?
- Cóż tu sadzić?
- Trzeba mu dać kieliszek wódki. Trzeba co prędzej... Człowiek się rozchoruje!
Poszedł prędko i zdybawszy przy drzwiach stołowego pokoju lokaja mówił:
- Mój bracie, weź też z łaski swej i wynieś człowiekowi, co tam stoi, kieliszek wódki. Daj mu, wiesz, zresztą dwa kieliszki, a nawet trzy.
- Niech wypije trzy kieliszki... - dorzucił Judym.
- Wiecie co, doktorze, bądźcie tak dobrzy i sami mu zanieście. Zobaczycie, czy w samej rzeczy tak przeziąbł...

  WQZGGJM WQKXVGM WQGJBQM WJQJBXM WJZQQYM