Umilkł. Znowu jechali długo, nic do siebie nie mówiąc. Byli w jakichś polach. Korzecki siedział wtulony w kąt trzymając na kolanach swój pakunek. Zaczął coś szeptać.
- Co powiadacie? -- zapytał doktor.
- Nic, ja tak do siebie często mamroczę. Czy pamiętacie taki wiersz:
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu...
Judym nic nie odpowiedział.
- „Żem był”... Co za straszne słowo!...
Była to niewymowna minuta wcielenia się dwu ludzi w jedno...
Korzecki odezwał się pierwszy:
- Musiały wam się głupimi wydawać moje dzisiejsze popisy. Paplałem jak pensjonarka.
- Jeżeli mam prawdę powiedzieć...
- Właśnie. Ale to było konieczne. Miałem w tym swój interes. Czy nie rozumieliście, o co mi chodzi?
- Były chwile, że doświadczałem wrażenia, jakbyście mówili na przekór sobie.
- A gdzież tam! To nie.
- Więc myślicie, że zbrodnia jest to absolutnie to samo co cnota?
- Nie. Myślę tylko, że „zbrodnia” powinna być tak samo wyzwolona jak cnota.
- Ach!
- Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie?
Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to, co nazywamy zbrodnią. Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra - ależ co mówię! - w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie...
- Czyliż w to można uwierzyć?
- Widziałem gdzieś rycinę... Na słupie obwieszony został zbrodniarz. Tłum sędziów schodzi ze wzgórza. Na każdym obliczu maluje się radość, zwycięstwa... Każą mi wierzyć, że ten człowiek był winien.
- A cóż wam dowodzi, że tak nie było. Może to był ojcobójca? Co wam pozwala czynić przypuszczenie, że tak nie było?
- Mówi mi o tym... Dajmonion.
- Kto?
- Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie.
- Cóż to jest?
- Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę... Poszedłbym i całował stopy tego, co zawisł. I gdyby tysiące świadków wiarogodnych przysięgły, że to jest ojcobójca, matkobójca, zdjąłbym go z krzyża. Na podstawie tamtego szeptu... Niech idzie w pokoju...
Furman zatrzymał się przed jakimś domem.
Było tak ciemno, że Judym ledwo odróżniał czarną masę budowli. Korzecki wysiadł i znikł. Przez chwilę słychać było szelest jego kroków, gdy brnął w kałużach. Później otwarły się jakieś drzwi, pies zaszczekał...