Nagle młoda pani rzekła do swego towarzysza po polsku:
- Weź od niego numer i chodźmy do sali.
Judymowa zachwiała się na nogach. W oczach jej pociemniało. Zbliżyła się do tej pani jak pijana i zaczęła bełkotać wyrazy przeplatane śmiechem, krzykiem i łkaniem:
- Pani! Pani! O, moja przenajśliczniejsza... Pani, pani anielska!
Nieznajomi z uśmiechem życzliwości zwrócili się do niej. Zamienili ze sobą kilkanaście wyrazów francuskich, a potem żywo i ze współczuciem słuchali bezładnej historii przygód. Szczególnie młoda kobieta wypytywała się ciekawie o wszystko.
Judymowa pokazała im bilet i to ich ostatecznie upewniło, że nie mają przed sobą żebraczki ani oszustki. Na rozkaz tej pani tragarz wziął rzeczy z rąk Judymowej i odniósł je na salę razem z walizami. Dzieci dostały po kubku mleka. Wtedy dopiero Judymowa mogła zapłakać. Pani anielska sama przez chwilę miała łzy w oczach. On poszedł z biletem do kasy i siedział tam długo. Wrócił z wiadomością, że wszystko jest dobrze, że na skutek jego reklamacji Judymowa wróci do Amstetten, a stamtąd pojedzie we właściwą drogę, kiedy oni przesiądą się na pociąg idący do Włoch. Sama wzmianka, że się z nimi rozstanie, przejęła Judymową dreszczem. Uspokoili ją obydwoje zapewnieniem, że teraz jej zginać nie dadzą, że zobowiążą konduktorów i władze, aby ją odstawiono na miejsce, do Winterturu.
Młoda pani zaczęła pytać się z żywością o rozmaite rzeczy. Między innymi rzekła:
- Pani jedzie z Warszawy?
- Tak, proszę pani, z Warszawy?
- A jakże się pani nazywa?
- Nazywam się, proszę paniusi, Judymowa.
- Jak, Judymowa? - ze zdumieniem pytała piękna dama, otwierając swe śliczne, błękitne oczy.
- Takie nazwisko, proszę paniusi - Judymowa.
- To jest - mąż pani nazywa się... jakże? Judym?
- Tak, Judym.
- Doprawdy? - szepnęła z zaciekawieniem.-
A może jakim kuzynem męża pani jest doktór Judym, pan Tomasz Judym?
- To rodzony brat męża! Brat rodzony! - wołała Judymowa. - To paniusia zna brata?

  WQKKGQM WQJPGJM WQZVBJM WJQYBGM WJQJKZM