Po niejakiej chwili domyślił się wreszcie, że to jest jakby cud... Nie będzie czekał na nią w parku, nie będzie spieszył do chorych, nie będzie skracał sobie godzin pozostających do zmierzchu różnymi sposobami, bo ona tu jest z nim razem, sama jedna... Był w tym nawet pewien jakby zawód.
- Pani na spacer?... - rzekł czując w tej samej chwili, kiedy mówił te wyrazy, że postępuje jak zupełny, ordynarny głupiec, bo przecie ta chwila, która mija, jest najważniejszą i będzie pamiętną w całym życiu. Ale zaraz po sekundzie tego przeświadczenia nadeszło zapomnienie o wszystkim i obojętność taka zupełna, jakby kto poprzedzające wrażenie przysypał worem piasku.
- Ja chodzę tutaj co dzień, jeżeli, rozumie się, deszcz nie pada... - odpowiedziała panna Joanna.
Judym wiedział, że skłamała. Wiedział, że przyszła w to miejsce pierwszy raz i dlatego, żeby go spotkać. Słowa jej słyszał dobrze, ale zdawało mu się, że przy-
chodzą z jakiejś oddali. Nie rozumiał ich zresztą, zajęty radością patrzenia w jej serce.
- A panna Wanda?
- Wanda o tej porze jeździ konno z panem plenipotentem.
- Pani nie jeździ konno?
- Owszem... Bardzo lubię. I niegdyś, niegdyś... mój Boże... Teraz już nie mogę. Muszę mieć troszkę, tylą odrobinkę wady serca czy czegoś takiego, bo każda przejażdżka nabawia mię bólu tu właśnie, gdzie bije to przebrzydłe. Mam później bezsenność.
Judym, słysząc te słowa, uczuł w swym sercu literalny, fizyczny ból i taki żal, taki niezgruntowany, bezbrzeżny żal, że musiał ścisnąć zęby, aby nie wybuchnąć płaczem.
- Dlaczegóż się pani nie poradziła jakiego dobrego lekarza w Warszawie?
- Ech!... Dobry lekarz nie poradzi na takie rzeczy.
A zresztą, kto by tam zwracał uwagę. Nie jeździć konno - to taka łatwa rzecz do zrobienia...
- To nie jest wcale wada serca i ani cienia choroby w tym nie ma... - mówił z uśmiechem. - Zwyczajne, najzwyczajniejsze zmęczenie. Organizm nieprzyzwyczajony...
- Mój organizm?
-...Pod wpływem forsownego wysiłku ulega na czas pewien wyczerpaniu... Może byłoby dobrze, gdyby się pani przemogła i jakie dwa, a nawet trzy razy w tygodniu bez zmęczenia, rzecz prosta, jeździła na tej siwce.

  WQZVPBM WQYXPVM WQKKKYM WJZGKBM WJVVYZM