nią w zamyśleniu, ale z pewnym rodzajem niechęci. Judym wysłuchując z fałszowaną uwagą zdań dyrektora o rozwoju przemysłu w Zagłębiu, słyszał urywki dialogu tamtych dwojga. Obijały się kilkakrotnie o jego uszy nazwiska: Ruslkin , Maeterlinek.
Zanim wszakże zdołał pochwycić sens tej rozmowy, wszedł do salonu młodzieniec lat dwudziestu paru i witał się z Korzeckim za pomocą silnego wstrząsania jego prawicy.
Za chwilę przedstawił się Judymowi:
- Kalinowicz.
„Zapewne syn...” - pomyślał doktor:
Młody zwrócił się do Korzeckiego z widoczną satysfakcją i zawiązał z nim rozmowę. Panna Helena przysłuchiwała się jej także, a nawet stary dyrektor zwrócił wkrótce w tamtą stronę swoje krzesełko. Judym onieśmielony i pełen dziwnego smutku słuchał szelestu wyrazów, ale uczuciami błądził daleko. Zdawało mu się, że słyszy dziwny, piękny śpiew, tak jakby jedną z pieśni Griega , oddalającą się w górach wysokich i, szczególna rzecz, w pewnej miejscowości na Righi, pod samotnym szczytem Dossen, gdzie był raz w życiu.
„Kto to śpiewa i dlaczego to właśnie?” - marzył ustawiając swe nogi na puszystym dywanie w sposób, o ile to było w jego mocy, ozdobny.
- Ani myślę uznawać się za zwyciężonego! -,wołał młody człowiek. - Ani trochę! Tego pan nie dowiedzie! Istnieją na pewno kryteria dobra i zła.
- A... skoro istnieją... - z cicha mówił Korzecki.
- Wiemy przecie, że niewolnictwo jest formą życia, do której wracać nie należy. Pan wiesz to samo i tak samo jak ja. I każdy człowiek...
- Więc cóż z tego?
- Nasza świadomość jest już kryterium. Dobro społeczne...
- Właśnie: dobro społeczne! Zawsze to mówimy i jakoby wiemy, co to jest szczęście i dobro społeczeństwa, ale nigdy nas nie zajmuje szczęście jednostki.
- O, to to! Szczęście pojedynczego człowieka, jednostki... - wtrącił dyrektor machając ręką.
- Szczęście jednostki musi być podporządkowane dobru ogółu.
- To jest właśnie mowa przemocy nad duszą człowieka... - mówił Korzecki porozumiewając się oczyma z dyrektorem. Szatański uśmiech jak błysk iskierki elektrycznej latał w jego oczach i na wargach. Ileż to ludzi święta inkwizycja spaliła na stosie dla tej zasady, dla tego kryterium.

  WQVXVXM WQQVVGM WQXPBKM WJZJPPM WQBYXJM