IV. KOLEJĄ DWÓCH OCEANÓW
Wyjazd z New Yorku. Hudson River. Zima. Koleje amerykańskie. Szybkość pociągów. Wagony. Sleeping-cary, sekcje. Konduktorowie. Kobiety w wagonach. Ranek. Ameryka po dniu. Krajobrazy. Trzebież lasów. Gospodarstwa. Ceny ziemi. Spekulacje. Osady na pustyni. Przystanek w Syrakuzie. Rochester. Ontario. Nad jeziorem. Widoki nadbrzeżne. Suspension Bridge. Niagara. Wodospady. Pod wodospadem. Erie. Detroit. Huron. Michigan. Wyjazd z Chicago. Illinois. Osady polskie. Granica Jowy. Początek Wielkiego Zachodu. Emigracja na Zachód. Tłumy w pociągach. Do Czarnych Gór! Opowiadania o Czarnych Górach. Historia Nelly. Wojna z Siouxami. Zachodni kraniec Jowy. Okolica skunksów. Świt na stepie. Spotkanie z Indianami w Ketchum. Stosunki na kresach. Indianie i biali. Indianie i cywilizacja. Prawo Strzeleckiego. Dlaczego? Omaha.
Gdym pomyślał, iż będę pierwszym z Polaków, który z naocznych wrażeń opisze wielką kolej Dwóch Oceanów, myśl ta tyle nadała energii i pośpiechu moim czynnościom, że już piątego dnia po przybyciu do New Yorku znalazłem się wraz z towarzyszem moim na Zachodnim Dworcu, z którego kolej wychodzi do Chicago. Załatwiwszy sprawę z rzeczami i wykłóciwszy się z zawiadowcą stacji, który jako prawdziwy yankee, chciał nam koniecznie sprzedać drogo sznur do obwiązania jednego z pakunków, ruszyliśmy w kierunku Wielkiego Zachodu. Wyjechaliśmy z New Yorku w nocy; dlatego brzegi Hudson River widziałem tylko po księżycu. Szczęściem, noc była jasna od księżyca i od śniegu, który pokrywał okolicę, mogłem więc do woli paść oczy przepysznymi widokami rozpościerającymi się po prawej i lewej stronie kolei. Ogromna, szeroka rzeka błyszczała jakby taśma srebrna. Na brzegach stały nieruchome, milczące, czarne lasy; okolica wydawała się, zwłaszcza po nocy, dość dzika i dziewicza, a fantazja moja zaludniła ją Indianami i bawołami, po których, mówiąc nawiasem, ślady już zatarły się w tych stronach i o których tu urodzeni i wzrośli mieszkańcy niewiele więcej wiedzą od mieszkańców Warszawy albo Lublina.