IV. KOLEJĄ DWÓCH OCEANÓW II

Sydney. Głowy bizonów. Okolica antylop. Indianie Pawnis. Pine Bluffs. Wyoming. Góry i skały. Śnieżne domy. Jeszcze o Czarnych Górach. Wieści z Czarnych Gór. Najwyższe wzniesienia. Green River. Kształty skał. Ogden. Salt Lake i mormoni. Zasypane drogi. Więzienie w Tuano. Rozrywki. Pługi śnieżne. Pociąg lokomotyw. Nevada. Kraina śmierci. Obumarłe widoki. Nazwy. Krzyż i mogiła. Zwątpienie. Nocleg. Ranek na zachodnich stokach Nevady. Wiosna. Lasy. Kwiaty. Wody. Widoki. Kraina niższa. Sacramento. Oakland. Koniec podróży

Dnia 11 marca przybyłem wreszcie do Sydney, wielkiej stacji leżącej jeszcze w Nebrasce, ale już na zachodnim jej krańcu. Dworzec kolejowy przybrany jest w Sydney głowami bizonów zastrzelonych z pociągu, stacja bowiem leży na szlaku, którym te zwierzęta w pewnych miesiącach roku ciągną całymi dziesiątkami tysięcy na południe. Niedaleko Sydney pociąg przechodzi przez okolicę antylop, których istotnie takie jest mnóstwo, że łatwo dostrzec je z okien wagonów. Prócz antylop mieszkają tu także Indianie Pawnis, którzy przyjeżdżają czasem na stacje kolejowe dla wymiany skór i kupna rozmaitych drobiazgów.
Step podnosi się ciągle. Jesteśmy już na kilka tysięcy stóp nad poziomem morza, jakkolwiek prawie nigdzie nie można dostrzec, żeby pociąg szedł pod górę. Na stepie śnieg i mróz. W wagonach palą
znowu na gwałt w piecach; wszystko zdradza bliskość Rocky Mountains. Tego samego dnia wieczorem przybywamy do Pine Bluffs. Jest to granica Nebraski i Wyomingu. Charakter krajobrazu zmienia się zupełnie i ze stepowego przechodzi w górzysty. Pociąg biegnie jeszcze zawsze równiną, ale po obu stronach widać góry z wierzchołkami pokrytymi śniegiem lub skały spiętrzone nieraz w nader fantastyczne kształty, przypominające ruiny zamków nad Renem. Okolica dzika i ponura. Z wagonów widzimy znowu antylopy i obozowiska piesków ziemnych. Zbliżamy się do Cheyenne, stacji w Wyomingu, ale przed przybyciem do niej przejeżdżamy przez pierwszy "śnieżny dom", ciągnący się na kilka wiorst długości. Owe "śnieżne domy" są to niezmiernie długie galerie pokryte dachem i strzegące linii kolejowych od zasp śniegowych. Tyle słyszałem o nich opowiadań i podziwiań, że doznaję zupełnego rozczarowania. Prawda, że galerie owe są bardzo długie, ale za to zbite w najprostszy sposób z desek i z belek; belki pospajane bretnalami, w dachu mnóstwo dziur, słowem: całość budowana tak, jak u nas budowano przed kilkudziesięciu laty chałupy. Budowa taka może być zresztą zupełnie wystarczająca, ale w żadnym razie nie zasługuje na to, ażeby ją za ósmy cud świata uważać.

  WJJGZXM WJXBXQM WJGJGGM WQQJPYM WQZVXXM