- Żałuję bardzo, że nie umiejąc języka pani, nie mogę z nią bezpośrednio rozmawiać.
- Nic nie szkodzi - odpowiada miss - jeśli pan chce, będę pańską nauczycielką.
- Pani, wdzięczność moja... itd.
- Jednakże będę pana uczyć pod jednym warunkiem.
- Z góry przystaję na wszystkie; ale pod jakimże?
- Oto, jeżeli pozwolisz przy lekcji uścisnąć od czasu do czasu twoją rękę.
Wyznaję, że obstupui! Gdyby to było w rozmowie we dwoje tylko, doprawdy, moja wrodzona zarozumiałość znalazłaby obszerne pole do przypuszczeń. Ależ było to powiedziane za pośrednictwem osoby trzeciej, wspólnej naszej znajomej, i głośno, wobec całego towarzystwa, jako zwykła uprzejmość: sans conséquence. Gdybym miał lat sześćdziesiąt, usłyszałbym toż samo. Tu obyczaj towarzyski na to pozwala.
Również przez taką tylko swobodę obyczajów panującą obok purytańskiej powagi można wytłumaczyć istnienie tu tak zwanego stosunku: flirtation (flirteszyn). Wyraz ten na polski język da się przełożyć przez "umizgi" albo "koperczaki".
Młody człowiek i panna stojący ze sobą w takim, zresztą bynajmniej nie sekretnym, stosunku

  WJJVVGM WJXBPXM WJGZZPM WQQJXKM WQZKYQM