Z początku siedzieliśmy w milczeniu. Skwater z natury był małomówny; ja nie umiałem sobie dać rady z własnymi wrażeniami, gadatliwe zaś usta Neblunga tak były zapchane jeleniną,
że niecierpliwe słowa nie miały się którędy przedostać.
Uważałem jednak, że skwater spoglądał na nas z nie tajoną radością. Jakoż zrozumiałem to, gdy skończywszy jeść rzekł:
- Dwa miesiące nie widziałem już twarzy ludzkiej.
- Mówiłem ci, Dżak - odparł wskazując na mnie Neblung - że dżentelmen pragnie zabawić tu parę tygodni. Dżentelmen jest podróżnikiem: jeździ po świecie, a co widzi, zaraz opisuje w "Polish News-Papers" ("Gazecie Polskiej"). Dżak! słyszysz? ja już jestem opisany w newspapers.
Dżak! raduje mnie to! Pilnuj dżentelmena, ażeby nie zaginął w tych górach, a i ty będziesz opisany. Dżak! będą o nas wiedzieć na drugiej półkuli.
Skwater mniej zdawał się być czułym na tak rozgłośną sławę, ale wyciągnął do mnie rękę, w której, nawiasem mówiąc, dłoń moja skryła się jak mysz w pułapce, i począł dziękować mi, że wybrałem jego sadybę jako środkowy punkt wycieczek. Odpowiedziałem na to, aż zbyt po europejsku, że i ja również się cieszę z poznania tak dzielnego dżentelmena, ale obawiam się, abym bytnością moją nie przyczynił mu kłopotów i ciężarów.