- Kłopotów i ciężarów! - zawołał śmiejąc się Neblung. - Dżak! słyszałeś o kłopotach i ciężarach?
- Mówiliśmy z dżentelmenem o tym jeszcze w Landing. Mówiłem dżentelmenowi wyraźnie: ja znam Dżaka; Dżakowi zapłaty nawet proponować nie można, bo on raczej będzie to uważał za dobrodziejstwo.
- Zapłaty nie wziąłbym od nikogo - odparł na to skwater - a co do przybycia twego, sir, nie mogę inaczej patrzyć na nie, jak na szczęśliwy dla mnie traf. Zaraz powiem dlaczego. Oto sprzykrzyło mi się już w namiocie. Zimą, w czasie deszczów, niezbyt to wygodnie, więc postanowiłem sobie wybudować dom. Wzniosłem już ściany prawie pod dach, ale robota to niemała. Nad każdą deską przychodzi mi parę dni pracować. A przy tym tu blisko nie ma innych drzew, jak po parę stóp średnicy, muszę więc dość daleko wyszukiwać pni cienkich. Pracuję po kilkanaście godzin dziennie, obok tego muszę jeszcze palić ogień, gotować dla siebie i dla psa, obrządzić moje kozy i konia, a co najgorsza, chodzić na polowania. Po prostu czasu mi brak, a jak nie idę na polowanie, nie mam co jeść. Mogę nie ruszając się z namiotu strzelać "kwels" (kuropatwy), ale "kwels" wkrótce się przykrzą. Mam także zapasy suszonej jeleniny, ale i to nie lepsze. Jeśli więc, sir, zechcesz, jak to czynią wszyscy podróżnicy, polować, to nie tylko czasu mi oszczędzisz, ale będziesz mnie jeszcze karmił świeżym mięsem. - Zresztą inna rzecz gościnność w mieście - przerwał Neblung - a inna w