X. SZKICE AMERYKAŃSKIE - Z PUSZCZY II
Brzask i wschód słońca. Wyprawa. Ramon na śladzie. Cisza poranku. Niebezpieczne wzgórze. Pierwszy strzał. Szary niedźwiedź. Koniec dramatu. Powrót. Turnieje. Zabawa z kogutem. Trzej Indianie. Przestrogi Lucjusza. Indianie kalifornijscy. Pasieka. Ule. Maszyna do wytapiania miodu. Dochody z pszczół. Towarzystwo pszczelarzy. Nadzieje
Rozbudził mię chrzest żelaznego stempla w lufie. Otwarłszy oczy ujrzałem w półmroku, w półświetle ogromną postać Lucjusza, pochyloną nad długą rurą karabina. Starszy, Sam, nie spał już także, Meksykanie ruszali się pod szopą, a w okienku Plesentów połyskiwało światło. Na niebie był dopiero pierwszy brzask. Niepojęty urok ma dla mnie zawsze ta chwila, w której Ormuzd kończy zwycięską walkę z Arimanem. Jest coś mistycznego w naturze, gdy powietrze poczyna nasycać się z wolna bladym światłem : coraz nowe przedmioty, to skały, to drzewa, wychylają się stopniowo z cienia; światło określa ich kontury, bieli leciuchno linie, rysuje z wolna kształty, z początku szaro, blado, mętnie, sennie, potem coraz wyraźniej i wypukłej; rzekłbyś, ciemność miesza ze sobą przedmioty, unicestwia i roztapia je w sobie, brzask powołuje je na powrót do życia; uśpienie owija jeszcze świat, ale już zasłona nocy podnosi się, i jawa wraz z wrażeniami rzeczywistości poczyna się podstawiać w fantastyczne obrazy snu. Jest to półistnienie, półnicość, półwid a półmara; jest to na koniec szara granica między panteistycznym nieosobowym światem pomroki a budzeniem się życia indywidualnego. Wysoce tajemnicza i poetyczna chwila dla tego, kto ją umie uczuć i pojąć. Zabłąkanej w tych pustyniach leśnych, pod gorącym niebem Kalifornii, więc stęsknionej za krajem i rozkołysanej duszy mojej wydała się ona jeszcze pełniejszą tajemniczych czarów i uroków. Tymczasem noc bladła i bladła, odległe przestrzenie z szeregami pni drzewnych stawały się coraz widoczniejsze dla oka; ranny ptak, dzięcioł, począł pukać w drzewo, jakby chciał mówić: "Puk! puk! wstawajcie, oto dzień robi się na górach i dolinach !" Wreszcie w przerwie dwóch gór ukazały się pierwsze blaski jutrzni porannej.